Druga niedziela Adwentu, krok 2 w naszych Adwentowych przygotowaniach do  Światowych Dni Młodzieży. Po Kroku, jakim była modlitwa idziemy dalej. Tym razem zatrzymujemy się nad tematem wspólnoty.

 

Adwent w (nie)wspólnocie

Brzmi to może dziwnie i prowokująco. Na pierwszy rzut oka jedno z drugim nie ma nic wspólnego. No właśnie, spróbujmy te dwa słowa skonfrontować.

Słownik języka polskiego podpowiada nam definicję wspólnoty jako grupy osób związanej wspólnym pochodzeniem, wspólną kulturą lub wspólnymi interesami, wspólną własnością. Natomiast adwent to okres czterech tygodni poprzedzających święto Bożego Narodzenia. Tyle definicji, spójrzmy na praktykę.

Niedziela, w świątyni wiele osób, każdy odświętnie ubrany, wszystkim udziela się napięcie oczekują czegoś wielkiego. Ktoś stojący obok mnie, czuję jego wzrok. Zaczynam czuć się niezręcznie, przesiadam w inne miejsce, wzrok podąża za mną jak lew za zwierzyną. Wychodzi ksiądz, zaczyna się Msza św., coś się zmienia…

Według definicji mamy jeden cel, czasem jednak to ciężko zobaczyć. Trudno przecież dostrzec w drugim człowieku brata lub siostrę. Skoro koło mnie stoi osoba, która mnie obraziła, skrzywdziła. Coraz częściej brakuje nam do ideałów, coraz więcej słychać głosów „lepiej będzie dopiero w niebie”. Głośniej w uszach gra mi melodia zamykanej trumny. A potrzeba trochę zapału, inicjatywy, która nam pozwoli zobaczyć coś więcej. A ile razy to my gasimy pomysły innych, w imię miłości bliźniego, wysługując się stanowiskiem dobrem innych?

Teraz pewnie drogi czytelniku, zadasz mi pytanie, po co ten adwent?

Po mszy świętej zbiera się tłum pod kościołem. Tłumnie i ochoczo wracają do swoich domów. Jednak kilka osób głośno rozmawia: „po co mi ten adwent?” Pyta starszy pan, jakaś pani odpowiada – przecież to czas przygotowania, narodzi się Emanuel. To tylko cztery tygodnie, w których każdy próbuje być lepszy na pokaz, a potem i tak się nic nie zmienia. Ja odchodzę w drugą stronę, a słowa zapadają mi w pamięci.

Skoro tak, zachodzi potrzeba połączenia dwóch słów: wspólnota i adwent. Jeżeli jako wspólnota Kościoła obchodzimy adwent, to czemuś ona powinna służyć. Mamy się przygotować, a w grupie zawsze lepiej. Mamy wsparcie drugiej osoby, nie musimy liczyć tyko na własne siły. Przed nami jeszcze trzy tygodnie na wyciszenie, spotkanie się z drugim człowiekiem, naprawienie krzywd. W teorii dość dobry topos, który łatwo można edytować i dopasować. W praktyce wygląda to inaczej: Bóg zesłał na ziemię Syna, aby odkupić ludzi z grzechu. Ofiarował Go na okup, za nas. A ja, bracie i siostro, nie potrafię znaleźć więcej czasu dla bliskich dla Niego. I choć czasem wydaje mi się, że ta wspólnota jest zła, może mogłaby być lepsza, to jednak w niej wzrastam i dorastam do życia wiecznego.

A podsumowaniem niech będą słowa piosenki Jacka Kaczmarskiego, „Każdy twój wyrok przyjmę twardy. Przed mocą twoją się ukorzę. Ale chroń mnie Panie od pogardy. Od nienawiści strzeż mnie Boże”.

Kamil Tokarski